Znaczenie ma jak trenujesz, a nie ile

796 506 Endure

Często w rozmowach zawodników o treningu padają pytania: „ile trenujesz, ile przebiegłeś, ile jeździsz?”. Podobnie na zawodach, dla większości największe wrażenie robi pokonany dystans, zwłaszcza jak ktoś słyszy 180 km na rowerze. Jednak nie trzeba ukończyć maratonu czy triathlonu na dystansie ironman, by czuć się dowartościowanym zawodnikiem. Samo pokonywanie dystansu to nie wszystko. Dotyczy to również treningu. Zbytnia koncentracja jedynie na objętości w treningu czy na startach długodystansowych może być zgubna.

Dla triathlonisty, biegacza długodystansowego (czyli więcej niż 3000m) wytrzymałość to podstawa. Ale nie można zapomnieć o sile i szybkości, inaczej mówiąc intensywności. W rozwoju zawodnika ważna jest każda z tych cech. Niezależnie od dystansu do którego się przygotowuje. Niezależnie od wieku w jakim jest i jego stażu treningowego. Niestety nie można wytrenować w maksymalnym stopniu jednocześnie wszystkich trzech cech. Ale to nie oznacza, by koncentrować się tylko na jednym elemencie. Trening do każdego rodzaju zawodów powinien kształtować siłę, szybkość i wytrzymałość. Będzie prowadzić to do zrównoważonego rozwoju i uatrakcyjni trening. W takim podejściu nie jest najważniejsza objętość treningowa, ale rodzaj i jakość zadań treningowych. Zbytnia koncentracja na dystansie, kilometrażu, zwłaszcza u maratończyków, może łatwo prowadzić do przeciążenia i przetrenowania. Wynika to głównie z tego, że trenując na umiarkowanej lub średniej intensywności zmęczenie nie jest tak wyraźne jak w treningu szybkościowym czy siłowym. Może się niepostrzeżenie kumulować w organizmie. Często można usłyszeć w rozmowach maratończyków ile to razy przebiegli tzw. trzydziestki przed startem maratońskim. Takie 2-3h wybiegania, mimo że w komforcie, są bardzo dużym obciążeniem dla organizmu i ogromnym bodźcem wytrzymałości. Dodatkowo upośledzają siłę i szybkość. Mogę podać rzeczywiste przykłady bardzo udanych przygotowań do maratonów, w których było tylko jedno wybieganie 28-30 km. I to wystarczyło, by osiągnąć szczyt wytrzymałości, oczywiście przy systematycznym treningu.

Startowanie w maratonach czy w triathlonie na dystansie ironman to poważna sprawa. Trzeba dużo pokory i właściwego planu. Nawet profesjonalni zawodnicy, którym nie brakuje czasu na trening i odpoczynek, startują co najwyżej 2 razy w ciągu roku na swoim najwyższym poziomie w tego typu zawodach. To nie są starty, które można zrobić „z marszu”, o których się zapomina po trzech dniach. Dlatego lepiej nakreślić sobie długą, kilkuletnią drogę do takich wyzwań. Pozwoli to na zachowanie zdrowia, będzie prowadzić do większych postępów oraz sprawi więcej satysfakcji na mecie. Braki w przygotowaniu mogą gorzko odbić się na trasie zawodów i zniechęcić nie tylko do długich dystansów, ale całkowicie do sportu.

Nie myślmy, że mocny trening musi być koniecznie długi. Odpowiednio intensywna sesja na basenie może być sporym wyzwaniem nawet dla zawodnika wysokiej klasy, a trwać jedynie 45’. Albo zadanie 20-sto minutowe na bieżni lekkoatletycznej bardziej obciążające niż długie wybieganie. Po pewnym czasie pokonanie dystansu nie będzie już wyzwaniem, więc warto już wcześniej starać się by być przede wszystkim szybkim, a dopiero później wytrzymałym.