Trenażer – wróg czy przyjaciel?

830 622 Endure

Kiedy na zewnątrz pogoda dość przygnębiająca i skutecznie odstrasza nas od kręcenia na zewnątrz, zaczynamy coraz bardziej przychylnym okiem spoglądać na trenażer. Dla wielu, maszyna ta wiąże się z katuszami. Tylko czy musi być złem koniecznym, w okresie jesienno-zimowym? Moim zdaniem nie. Powiem więcej: można polubić trenażer tak bardzo, że kręcimy na nim nawet wtedy, kiedy za oknem słonko w pełni a termometr pokazuje +20 stopni.

Chcę się z Wami podzielić moimi (i nie tylko) spostrzeżeniami. Może nie w kwestii technologicznej, ale bardziej w temacie samego treningu.

  1. Komfort. To jest duży plus kręcenia pod dachem. Nie mokniemy, powiew wiatru możemy sobie regulować (wiatrak). Nie musimy ubierać się przez 20min, a załatwianie potrzeb fizjologicznych nie jest związane z odmrożeniem sobie wiadomo czego.
  2. Bezpieczeństwo (tutaj Tomek Spaleniak miał by dużo do powiedzenia). Raczej nikt nas nie potrąci, jest widno i nie musimy się martwić, że wpadniemy w poślizg czy dziurę. Ponadto, jeśli mieszkamy w centrum miasta, to nie musimy się przejmować ruchem ulicznym. Wpinamy rower, zaczynamy trening i nie musimy walczyć o przetrwanie na skrzyżowaniach zanim dojedziemy na naszą pętlę.
  3. Przydatność treningowa. Wielu triathlonistów startujących w formule non-drafting (indywidualna jazda) przerzuca się na trening na trenażerze przez cały rok. Dlaczego? To wynika ze specjalizacji (jazda na czas) a przede wszystkim z możliwości ścisłego kontrolowania mocy, tętna, kadencji czy oporu. Część trenerów (sam to stosuję) zaleca wykonywanie przynajmniej treningów jakościowych (np. odcinki jazdy na wyznaczonych zakresach mocy lub tętno) na trenażerze właśnie ze względu na dokładność kontroli i wykonania ważnych jednostek.
  4. Wszechstronność. Kiedy pada, zimno lub zalega śnieg, a przytłacza nas wizja zrobienia trzygodzinnego treningu tlenowego w domu, możemy to podzielić. Ja stosuję metodę 1 -1,5h np. MTB na zewnątrz i kiedy już nie czuję palców, wracam do domu i resztę dokręcam na trenażerze. Trenażer świetnie nadaje się również do dokładnego wykonywania różnego rodzaju kolarskich ćwiczeń jak kręcenie jedną nogą czy z niską kadencją.
  5. Zaległości. Może banalne, ale wiele osób tylko w czasie treningu na trenażerze ma czas na oglądanie tv lub ulubionych filmów/seriali.

To chyba podstawowe zalety. Oczywiście są też minusy. Gorąco, monotonia (chociaż tutaj bym dyskutował, wszystko zależy jakie ,,atrakcje” przygotujemy do treningu). Częściowo mniejsze angażowanie mięśni głębokich wynikające z braku konieczności balansowaniem ciała. I, o czym wiele osób jeżdżących na moc zapomina, świadomość, że na trenażerze moc generuje się trudniej niż na zewnątrz. Wielu specjalistów sugeruję zrobienie testów FTP oddzielnych dla trenażera i oddzielnych do jazdy na szosie, lub od ustalonego progu FTP na zewnątrz odejmujemy 10% i na podstawie tego wyznaczamy zakresy na trenażer. Podobnie sprawa się ma jeśli trenujemy na zakresy tętna. W pomieszczeniu mamy wiele bardziej utrudnione chłodzenie, więcej wdychamy własnego dwutlenku węgla i temperatura jest wyższa. Warto też w tym przypadku wyznaczyć sobie oddzielne zakresy treningowe tętna.

To, jaki rodzaj trenażera wybierzemy, oczywiście zależy od naszych potrzeb czy portfela. Każdy rodzaj ma swoje wady i zalety. Dodam, że do trenażera warto (wręcz trzeba) zaopatrzyć się w piankę wyciszającą pod trenażer, matę pod rower, która będzie zbierała nasz pot, oraz wiatrak lub inny nawiew. Pamiętajmy również o odpowiednim nawodnieniu w czasie sesji treningowej, bo kręcąc w domu pot się leje. I o to chodzi.

Miłego tworzenia wattów.

-M. Sobczak